Nowy Rok zaczął się tragicznie dla mnie i dla żubrów. W nocy odszedł do krainy wiecznych łowów Fernando Morán. Miał tylko 54 lata, a plany na kolejne pół wieku. Poznałam go w 2007 roku, gdy przyjechał do Polski poznać żubry, gatunek, który istniał od początku historii cywilizacji w Europie.

Fernando mieszkał w Asturii, rejonie jaskiń i rysunków naskalnych i był przesiąknięty ideą odtworzenia tych czasów. Poznał żubra i zrozumiał bardzo szybko jak można skutecznie ochronić ten gatunek, zapewniając przestrzeń i opiekę. Zaangażował się bardzo mocno, poszukiwał i namawiał właścicieli posiadłości do przyjęcia grupy żubrów. Zaczął intensywnie importować te zwierzęta, najwięcej z Polski, ale również z innych krajów. Był wszędzie, gdzie coś się działo, jako lekarz weterynarii walczył z chorobami, przemierzał półwysep Iberyjski wzdłuż i wszerz i pomagał w każdej sprawie.

Prowadził hiszpański oddział Centrum Ochrony Żubra (EBCC) i był laureatem statuetki „Miłośnik żubra”. Dzięki niemu Hiszpania stała się jednym z ważniejszych krajów w ochronie żubra. Ale nie zatrzymał się na Hiszpanii i Portugalii, angażował się na Bałkanach, w Rodopach, Karpatach. Nie ograniczał się jedynie do żubra, inne gatunki fauny lądowej i morskiej były przedmiotem jego działania.

Każdy, kto poznał Fernando był pod wpływem jego niespożytej energii i pasji, a dla mnie był On serdecznym przyjacielem, kimś z kim o każdej porze dnia czy nocy mogłam porozmawiać, poszukać rozwiązania problemu. Dzielił się optymizmem, energią, pasją. Mieliśmy tyle planów na najbliższe lata, projektów do zrealizowania i teraz bez Fernando świat się zawalił. Bardzo współczuję Jego rodzinie i mogę tylko zapewnić, że nie zapomnimy ani o Nim, ani i o Jego planach. Ale nic nie będzie takie samo. Niech Mu knieja wiecznie szumi

Wanda Olech